Daleko posunięte free – Sloan/Trzaska/Tokar/Hollander Quartet w Alchemii

Michał Smolicki|październik 2, 2008|koncerty|0

Niezliczone są projekty Mikołaja Trzaski. Jak przystało na wiodącą postać awangardowej polskiej sceny jazzowej, przygotował on także świeży projekt na Krakowską Jesień Jazzową. Jednak przypisanie jemu całego splendoru za nowopowstały kwartet byłoby nadużyciem, ponieważ ojcem projektu jest pochodzący z Nowego Jorku pianista - Lee Sloan.

Muzykę jaką zaprezentowali wspomniani muzycy porównać mogę do pogody, jaką raczy nas aura w ostatnim czasie – chłodny poranek, słoneczne południe, wietrznie-deszczowa reszta dnia i długi, mimo wszystko ciepły jeszcze wieczór. O free jazzie pisać się nie da, stąd wymienione przeze mnie impresje pogodowe i stany emocjonalne z nimi związane, muszą w jakiś sposób oddać klimat koncertu. Dramatyczne pomrukiwanie kontrabasu obsługiwanego przez znakomitość ukraińskiej sceny – Marka Tokara  wraz z minimalistycznym podejściem do perkusji w wykonaniu Ricka Hollendera, u którego cisza stanowiła równie ważny element, jak ‘przywalenie’ w blachę ‘z pięści’, stworzyło optymalne warunki dla nieposkromionej gry Mikołaja Trzaski oraz sporą przestrzeń dla klawiszy Lee Sloana (lidera formacji?).

Bardzo swobodna gra fortepianu, z dużym zróżnicowaniem dynamiki, jest jedynym nośnikiem melodii w muzyce kwartetu. Melodia ta, jak przystało na free jazz pojawia się oczywiście rzadko, znienacka i na krótko. I może dzięki temu jest wyraźnie dostrzegalna, na tle nieujarzmionych dźwięków reszty grupy. Mikołaj Trzaska to klasa sama dla siebie – znakomite poczucie instrumentów (poza saksofonami w ruch poszedł klarnet basowy) oraz swobodne spacerowanie między grą z zespołem a ‘prywatnymi wycieczkami’. A sama stylistyka, jak dla mnie, bardziej Shofarowa niż Miłościwo-Łoskotowa.

Jak informują notki biograficzne muzyków – każdego z nich można nazwać indywidualnością, który z niejednego pieca jadł chleb. I choć często jest to przeszkoda do stworzenia sprawnego ensemble, w tym przypadku wydaje się nie mieć znaczenia. Dodając do tego fakt, iż materiał jest świeży, a skład poszerzony o perkusistę dosłownie w ostatniej chwili –muszę przyznać, że całość wypada sprawnie i przekonująco.

Muzyka trudna, zdecydowanie dla koneserów, osoby ‘niewtajemniczone’ mogła faktycznie znużyć/skonfundować/przestraszyć. I mimo, iż koncert nie zrzucił mi butów, warto było spotkać się z tą muzyką w środowy wieczór. Buty zostawiam na Vandermarka i Kazutoki Umezu…


zainteresowanych odsyłam na strony muzyków:
www.trzaska.art.pl

www.howard-lee-sloan.com
Mark Tokar official page

Zostaw swój komentarz

Google Analytics integration offered by Wordpress Google Analytics Plugin