At The Drive-In – Relationship of Command

|January 22, 2009|płyty|1

At The Drive-In - Relationship of CommandW historii każdego zespołu może (ale nie musi) zdarzyć się tak, że nagra płytę absolutnie genialną, oddającą w pełni możliwości wszystkich muzyków, będącą zwieńczeniem jakiejś drogi, procesu dojrzewania, rozwijania stylu. Płyta powstanie, ale formuła się wyczerpie. Nie będzie można zrobić kroku dalej bez konieczności cofania się i podążania po starych śladach. Co w takim wypadku?
Jeśli mówimy o muzykach, dla których najważniejszą rzeczą jest sama muzyka, to nie pozostaje wówczas nic innego jak zawiesić działalność zespołu i zameldować wykonanie zadania. Takich bohaterskich przykładów niestety jest niewiele. Większość grup kontynuuje granie, wypuszczając tak naprawdę kolejne wariacje na ten sam temat, zamiast pełnoprawnych albumów. Zjadanie własnego ogona, jest takie jakże popularne powiedzenie. Panowie z At The Drive-In postąpili jak przystało na prawdziwych artystów – nagrali w 2000 roku swoje opus magnum zatytułowane „Relationship of Command”, po czym powiedzieli dość. Nie wiem, czy główną przyczyną była świadomość, że nic lepszego już nie są w stanie nagrać, ale chcę w to wierzyć. Dla mnie ATDI to jeden z nielicznych przykładów zespołu (drugi jaki przychodzi mi na myśl to Soundgarden), który nigdy nie nagrał słabego albumu, a śmiem twierdzić, że nagrał same co najmniej bardzo dobre. Poza tym jak śpiewa polski klasyk rocka lat 80. „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”.

ATDI, czyli duet Cedric Bixler Zavala i Omar Rodriguez Lopez i koledzy, to grupa łącząca w sobie wiele muzycznych gatunków. Dla mnie jest to nie do zaklasyfikowania, bo jak określić mieszkankę punka, hardcore’u, noise’u, rocka progresywnego nawet oraz elementów muzyki etnicznej? ATDI to przede wszystkim ostre granie z nutką melancholii (a jak…). Mocna, elastyczna i piekielnie sprawna sekcja rytmiczna, rozhisteryzowane gitary, krzykliwe, skandujące wokale (troszkę RATM?) i do tego przepiękne melodie. Właśnie, ciężko uwierzyć, że można tak krzyczeć i jednocześnie śpiewać melodyjnie.

„Relationship of Command” to 12 kawałków i 50 minut wspaniałej, zaskakującej muzyki, zagranej z niesamowitą żywiołowością i energią. Wśród nich takie killery jak „Arcarsenal”, „Seepwalk Capsules” (wrzeszczany refren roku 2000), jak i spokojniejsze utwory z pięknymi motywami i melorecytacjami („Invalid Litter Dept” i „Non-zero Possibility”).

Cedric Bixler Zavala i Omar Rodriguez Lopez kontynuują działalność jako The Mars Volta i można powiedzieć, że zrobili krok naprzód jako muzycy. Ich dalsza działalność jest dyskusyjna, jedni są zachwyceni, inni kręcą nosem. Ja jednak doceniam przede wszystkim to, że ciągle eksperymentują i nie pozostali w miejscu, odcinając kupony. Niektórzy boleją nad rozpadem ATDI. Ja nie. Nie jestem sobie bowiem w stanie wyobrazić, że mogliby nagrać coś lepszego niż „Relationship of Command”. Chociaż czasami, późno w nocy, gdzieś tam na dnie pojawia się żal, że na koncertach ich już nie zobaczymy.

1 Comment do tego wpisu:

  1. tapczan.info » Blog Archive » At The Drive-In - Acrobatic Tenement pisze:

    […] At The Drive-In dostrzegam różnicę pomiędzy wydaną w 1996 roku „Acrobatic Tenement” a „Relationship of Command” z 2000 roku. Różnica ta polega mianowicie na tak niemodnej obecnie rzeczy jak rozwój i […]

Zostaw swój komentarz