Po jazzie w Alchemii ani śladu

|April 8, 2009|koncerty, patronaty|3

Takiej nawałnicy ostrego gitarowego grania nie pamiętają chyba najstarsi bywalcy Alchemii. Klub kojarzony był dotąd ze świetnymi jazzowymi wygibasami. Teraz w ramach OFF OFF zalewa go właśnie fala krzyczących, jazgotliwych gitar.

Roy Scheider, legendarny pogromca rekinów z niemniej znanego filmu “Szczęki” ponad rok temu zamienił ziemski padół na miejsce bliżej żyjącym nieznane. Znaleźli się na szczęście tacy, którzy kontynuują amerykańską tradycję rywalizacji z rekinami. Przynajmniej z nazwy. We Versus The Shark to kwartet mający na koncie dwie regularne płyty. Gdzieś tam pomiędzy jest EP-ka, a także Split i album z coverami… R.E.M.(sic!) Jak na zespół eksplorujący co bardziej hałaśliwe formy rocka dosć dziwne. Coś je jednak łączy. Mianowicie miasto o wdzięcznej nazwie Athens. Pewnie nie raz spotkali się w warzywniaku ze starszymi kolegami z R.E.M. Może przy wybieraniu pomidorów wspólnie wpadli na ten pomysł, aby odświeżyć płytę “Murmur” . Tego nie wiem. Ta płyta to jednak ciekawostka w ich dorobku.

W 2005 roku trochę namieszali płytą o jakże uroczym tytule “Riun everything”. Słuchając jej nie trudno wywnioskować, że trójka młodych mężczyzn wraz z urodziwą młodą damą w czasie poprzedzającym nagranie, dość intensywnie zamęczali domowy odtwarzacz płytowy produkcjami Fugazi, Dismemberment Plan czy Les Savy Fav. Na szczęście na płycie dominuje pierwiastek twórczy aniżeli odtwórczy. Wspólnym mianownikiem jest post-punk, ale wrzucenie ich do tego worka byłoby jawną kontrowersją na miarę Instytutu Pamięci NArodowej. Mimo, że ostro i bezkompromisowo to przy okazji zabawowo i z tendencją do kręcenia nóżką. Longplay’owy debiut WVTS to świetny zestaw kawałków, które może nie rujnują, jak sugeruje tytuł albumu, ale na pewno dają kopa. Zdecydowanie większego niż Czerwony Byk.

Co ciekawe, debiut WVTS dawał nadzieje niektórym lichym prognostykom, że staną się nową eksportową gwiazdą zaliczającą jak Boruc wpadki, kolejne mainstream’owe festiwale. Drugim regularnym albumem pokazali jednak temu towarzystwu klasyczną figę.
“Dirty Versions” z 2008 roku to wbrew oczekiwaniom pozycja bardziej rozczochrana, ocierająca się momentami o noise w wersji raz upopowionego Sonic Youth z czasów “Dirty”, za drugim razem Chicagowskich pobratymców z Jesus Lizard czy nawet Sebadoh po amfetaminie z odkręconymi na maksa wzmacniaczami. Przy okazji nie zatracili swoich dotychczasowych atutów. Ciekawe tylko, gdzie podążą na następnej płycie.

Festiwal OFF OFF rusza pełną parą. Drugi z rzędu wieczór w Alchemii to gitarowy atak ze strony Amerykanów z We Versus the Shark z brytyjskim akcentem w postaci Blakfish wspierających wspomnianych na sporej części europejskiej trasy.
Jedyne co pozostaje, to stawić się na miejscu.

We Versus The Shark, Blakfish – 9 kwietnia, godz. 20
Klub Alchemia
ul. Estery 5
Kraków

Więcej o zespołach:

www.myspace.com/weversustheshark

www.myspace.com/blakfish

3 Comments do tego wpisu:

  1. smoua pisze:

    ołjeeee!!!!

  2. asylum pisze:

    a tak na dobrą sprawę, na tej płytce z coverami nie ma ani jednego kawałka R.E.M., tylko tytuł i okładkę sobie pożyczyli. Są za to numery m.in. Deerhoof, Scratch Acid i Television.

  3. Łukasz Lembas pisze:

    Najwidoczniej kiepskie źródło miałem. Dzięki za sprostowanie.

Zostaw swój komentarz