Studio - West Coast
Michał Smolicki|czerwiec 3, 2009|płyty|
Obok tej płyty nie mogę przejść obojętnie. Mam ją na swojej półce już od jakiś trzech miesięcy i jej fenomen polega na tym, że sama potrafi wyjąć się z opakowania, wsunąć w odtwarzacz i zabrzmieć. W najmniej spodziewanym momencie…
Muzykę zawartą na debiutanckim albumie szwedzkiego kolektywu Studio ująć można jednym fajnym słowem - hipnoza. A wszystko to za sprawą niezwykłego talentu do zapętlenia wyrazistego (wręcz chwytliwego) motywu, wrzuconego w głębię ambientowych smaczków i osadzonego w wręcz dance’owej rytmice. To, co zwraca uwagę już od pierwszej nuty, to (poza doskonałą produkcją) znakomite wyczucie przestrzeni i idealne wypełnienie jej poszczególnymi dźwiękami. Kompozycje są bogato zaaranżowane, ale zupełnie nieprzesycone (np. mój faworyt ‘Origin’), a przez swoje rozmiary czasowe niemal każdy posiada spory transowy potencjał. Szesnastominutowy opener (!) nie daje jeszcze pełni obrazu muzyki szwedzkiego duetu, którego esencję znajdziemy w drugim na płycie ‘West Side’. Dubowa sekcja rytmiczna, śmiało użyty delay, nieco zakamuflowane wokale. Ta muzyka płynie swoim nurtem, wciąga słuchacza i za każdym przesłuchaniem odsłania coś nowego. Raz duży piosenkowy potencjał, zaraz potem wspomnianą wcześnie hipnotyczną aurę, po chwili wręcz dance’owy impuls. W efekcie mamy płytę doskonałą, świeżą, odkrywczą i … pasującą niemal do każdego stanu ducha.
Gorąco polecam Studio zarówno koneserom wyszukanych dźwięków, jak i wielbicielom brzmień wręcz indie-popowych. To jakaś niezrozumiała do końca wypadkowa…














czerwiec 8th, 2009 at 1:30 po południu
mam to samo!! piona