Oh No! Nomeansno

|July 25, 2009|koncerty|0

W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku Nomeansno bywał często określany jako najbardziej niezależny zespół na świecie. Od tego momentu upłynęło bardzo wiele czasu, muzyka niezależna całkowicie zmieniła swój charakter, a Nomeansno nadal pozostaje sobą. Zespół lokuje się na całkowitych obrzeżach rynku muzycznego i robi swoje od prawie trzydziestu lat. Alternatywa alternatywy.

Katowice były drugim i ostatnim polskim przystankiem podczas ich obecnej trasy ochrzczonej „Cyberpunks Across Portions Of Europe – Summer 2009”. Do katowickiego Mega Clubu zawitało około 250 osób. Nie było tłoku, nie było ścisku, ale płyta klubu i tak w stopniu zadowalającym wypełniła się publiką. Impreza rozpoczęła się występem sosnowieckiego Searching For Calm. Po trzech kwadransach ciekawego, wykrzyczanego, hałaśliwego i nierzadko melodyjnego grania na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru. Rozpoczęli bardzo spokojnie od nowego utworu zatytułowanego „Old”. Można go odczytać jako bardzo ciekawy autokomentarz.

Basista i wokalista Rob Wright ma na karku już 55 lat. John, jego brat, i Tom Holliston zbliżają się do pięćdziesiątki.  Już na pierwszy rzut oka widać, że czas dość mocno naruszył ich fizyczność. W żadnym stopniu nie przeszkodziło to jednak zaprezentować zespołowi wysokoenergetycznego koktajlu muzycznego. Przymiotnik „stary” można było również odnieść do sprzętu na którym grali muzycy. Obdrapane wzmacniacze, wiekowe instrumenty… Stara była również publika. Średnia wieku oscylowała w okolicach trzydziestu lat. Młodzieży właściwie nie było widać. Po kilku minutach dość spokojnego wstępu zespół zaserwował swój największy przebój „Oh No! Bruno” z klasycznej płyty „Wrong”. Kolejne kompozycje przeskakiwały jak w kalejdoskopie i chyba pojawiły się utwory z prawie wszystkich płyt. Najwięcej reprezentantów miała „All Road Leads To Ausfahrt” i wspomniany już „Wrong”. Były też bodajże trzy nowe kompozycje.

Dla niżej podpisanego najbardziej ekscytującym momentem koncertu były zagrane po sobie „Body Bag” i „Self Pity” pamiętające jeszcze lata osiemdziesiąte. Oba zrytmizowane, nawet jak na ten zespół, do granic możliwości, oba często śpiewane na dwa, a nawet trzy głosy. „Self Pity” zostało dodatkowo przyozdobione kakofoniczną solówką Hollistona. I tylko wkroczenie na scenę natarczywego fana podczas tego utworu prawie zatrzymało całą koncertową maszynę. Opamiętał się tylko John, który sprawnie pociągnął całość do przodu. Ciarki na plecach wzbudził tytułowy utwór z legendarnej EPki „The Day Everything Became Nothing”. Szkoda tylko, że nie pojawiło się nic z płyty „Small Parts Isolated And Destroyed”.

Koncert zakończył się po dwóch krótkich bisach. Nomeansno nie zawiodło, natomiast niespecjalna była akustyka pomieszczenia. Zespół nie brzmiał selektywnie i był trochę za głośny. Występ starszych panów, pomimo małych niedogodności, po raz kolejny uświadomił, że dobra muzyka broni się bez żadnych fajerwerków. Gitara, bas i perkusja. Naprawdę nie trzeba niczego więcej.

Nomeansno, Searching For Calm, Mega Club, Katowice, 18.07.2009

Tekst – Bartosz Leśniewski
Zdjęcia – Basia Budniak

Zostaw swój komentarz