Part Chimp – Chart Pimp

|October 8, 2009|płyty|0

Po kilku latach wydawania EP-ek i umieszczania swoich utworów na rozmaitych składankach nadchodzi dla Part Chimp rok przełomowy. Rok 2004 to nareszcie czas, by zaprezentować się w pełnej krasie. Tak też czynią wydając album “Chart pimp”, a brytyjscy indie-chłopcy już wówczas zaczęli trząść swymi wąskimi portusiami.

Od pierwszych taktów dostajemy informację, że nie jest to muzyka mogąca służyć jako podkład do zmywania naczyń, gdyż prędzej czy później coś by się, dyplomatycznie mówiąc, stłukło. Jedna z gitar permanentnie zatopiona w dysonansach. Druga, mknąca niemiłosiernie przed siebie jak rozpędzony samochód z niesprawnymi hamulcami. Przy tym głos dobywa się jakby zza ściany. Motorem tej płyty jest paradoksalnie produkcja – chropowata jak obróbka skrawaniem, idealnie pasująca do tego rodzaju gwałtu na uszach. Tak, tak – gwałtu, bo propozycja Part Chimp na ich debiucie jest zgoła niemoralna. Nagrania  dokonano przecież w erze wpychającej się zewsząd elektroniki, wygładzania, i studyjnego buzerowania. Part Chimp mieli głęboko w nosie bądź gdzie indziej, powszechnie panujące trendy i to im akurat pozostało do dziś. Patrząc jednak na ten album z perspektywy kilku lat, słychać, że dopiero się rozkręcali. Nie znaczy to jednak, że na debiucie brakuje kilku mocnych ciosów.

“Exladyboy” to materiał na niezły przebój, choć w zestawieniu dla przykładu z królującą wówczas w mniej i bardziej alternatywnych stacjach grupą Interpol, Part Chimp przypomina słonia w składzie porcelany. “Hitlers and Jews” brzmi jak odrzut z sesji “Daydream nation” Sonic Youth, choć w porę dodają kawałkowi charakterystycznej ciężkości oddalając zarzuty o pospolitą kradzież.  Zresztą w kilku utworach Part Chimp podchodzi słuchacza jak szewczyk Dratewka smoka wawelskiego. Rozpoczynają dość delikatnie, by w odpowiednim momencie buchnąć prawdziwym ogniem wplatając w to jednocześnie niezłe melodie. Debiut to wystarczająco obiecujący, by czekać na rozwój wydarzeń, a puentą niech będzie fakt, iż mimo pochodzenia z miasta Beatles’ów a stacjonowania w Londynie brzmią bardziej jak siostrzeńcy wujka Buzz’a – lidera grupy the Melvins.


Zostaw swój komentarz