Palec Casanovy (cz.3)

Maciej Pietrzyk|październik 11, 2009|Historie z tapczanu, literatura, styl życia|0

Pojedynkowanie się w Rzeczpospolitej było surowo zabronione. Z czasem stało się symbolem samowoli szlacheckiej i jej zamiłowania do anarchii. Jednak osoba tak wpływowa i majętna jak Branicki niewiele sobie z tego rodzaju zakazów robiła.

Sam fakt pojedynkowania się z  osobistością rangi Branickiego był dla Casanovy zaszczytem, ale jednocześnie i utrapieniem. Złamanie prawa królewskiego byłoby hańbą. Jeśli wymówiłby się z pojedynku - hańba byłaby jeszcze większa. Natomiast, jeśli zabiłby Branickiego - prócz reputacji, straciłby z pewnością i życie, bo stronnicy młodego pułkownika nie puścili by mu tego płazem..

W umówiony dzień Branicki wysłał po Casanovę karetę, ale Giacomo nie chciał do niej wejść. Niecierpliwy Branicki udał się osobiście do domu Casanovy, gdzie zastał go przy spisywaniu ostatniej woli. Nalegał, że chce się bić tego samego dnia. Dużo czasu zajęła dyskusja o rodzaju broni. Włoch wolał szpadę, Polak pistolet. Po ustaleniu, że bronią będą pistolety, Branicki uściskał Casanovę, który z dumą uczynił to samo, podkreślając jednocześnie zaszczyt, jakim będzie skrzyżowanie broni z kimś takiego stanu.

O ustalonej godzinie po raz kolejny po Casanovę zajechała karoca, tym razem, w razie odmowy, z sześcioma polakami w środku. Po trzydziestu minutach podróży całe towarzystwo dotarło na miejsce. Był to przepiękny park w jednej z podwarszawskich wsi. Branicki czekał przy kamiennym stole. Wskazał Casanovie dwa pistolety do wyboru, zapewniając, że ręczy honorem za oba. Wybrawszy pistolety, obaj panowie, cofnąwszy się o sześć kroków, zamarli w pozycjach strzeleckich. Casanova zdjął kapelusz i poprosił o zaszczyt, aby Branicki strzelił doń pierwszy. Branicki, straciwszy parę sekund na celowanie, wystrzelił, jednak jak się okazało nie on jeden. Giacomo nie zamierzał czekać, aż Polak spokojnie wyceluje, wystrzelił idealnie w tym samym czasie.  Wszyscy słyszeli tylko jeden strzał. Branicki upadł. Kula trafiła go pod siódmym żebrem z przodu a wyszła pod ostatnim z tyłu. Casanova rzucił pistolet i podbiegł do hrabiego. W tym samym momencie słudzy Branickiego wyciągnęli szpady i ruszyli na Włocha. „Jakież było moje zdumienie, gdy ujrzałem skierowane przeciw sobie trzy nagie szpady w rękach trzech szlachetnie urodzonych katów, którzy w chwili, gdy klęknąłem ucięliby mi od razu głowę, gdy hrabia piorunującym głosem nie napomniał ich: Kanalie, proszę mi tego człowieka uszanować! Wszyscy trzej cofnęli się natychmiast, a ja próbowałem go podnieść. Szedł pochylony i patrzył na mnie z ukosa, nie mogąc zrozumieć, skąd płynie krew, która ścieka mi po spodniach”.

Kiedy znaleźli się w zajeździe, Branicki rzucił się na fotel i wypalił: „Zabiłeś mnie pan. Niech pan ucieka, bo grozi panu szubienica. Jeśli nie ma pan pieniędzy proszę wziąć moją sakiewkę” Oszołomiony Casanova odmówił, ucałował magnata w czoło i wyszedł szybko na zewnątrz. Napotkawszy chłopski wóz, poprosił o podwiezie i ukrył się pod sianem. Trafił do jednego z podwarszawskich klasztorów, gdzie przyjrzano się jego ranie.

Został trafiony w palec wskazujący, a rana była poważna. Na tyle, że ręka miała być amputowana. Włoch absolutnie się na to nie zgodził. Czas pokazał, że dobrze zrobił, jednak jeszcze długo potem nie mógł w pełni używać ranionej kończyny.

Tymczasem wiadomość o pojedynku szybko dotarła do króla. Poniatowski bardzo się zirytował. Przyjaciele Branickiego grozili straszna zemstą, a wielki marszałek Bieliński wyraził gotowość do otoczenia klasztoru swoim dragonami. Wrogowie Branickiego natomiast wysłali Casanovie kilka sakiewek złota, których Włoch również nie przyjął.

W końcu Giacomo opuścił klasztor. Od razu udał się do króla na audiencję. Kiedy zobaczył go król, Poniatowski zapytał, co stało się z jego ręką. Casanova odpowiedział: „Ach to reumatyzm najjaśniejszy panie”. Poniatowski skwitował: “Radzę Ci go unikać w przyszłości…”. Po chłodnym przyjęciu króla polskiego, otrzymał jeszcze od monarchy 1000 dukatów. Z tym gestem, łaski królewskie dla Włocha definitywnie się skończyły. Odkryto jego kiepską sytuacje finansową, ponadto zaczęły krążyć niebezpieczne dla niego pogłoski, że jest agentem obcego dworu. W końcu dostał 6 karteluszy z wyzwaniami na pojedynek.

Po opuszczeniu dworu Casanova udał się do Branickiego. Ten, w przeciwieństwie do monarchy, przyjął go bardzo serdecznie. Okazało się, że życiu hrabiego nie zagraża już niebezpieczeństwo. Obaj Panowie byli dla siebie bardzo mili. Branicki nie żywił żadnej urazy, będąc wdzięcznym za honorowy pojedynek. Casanova natomiast wyraził radość, że mógł się z nim pojedynkować, oraz za honor jakim była dla niego ta walka.

Pojedynkowi temu, poza wieloma barwnym stronami w „Pamiętnikach”, Casanova poświęcił nawet specjalna broszurę, która cieszyła się powodzeniem wśród czytelników. Podjął nawet próbę opisu skomplikowanej sytuacji politycznej Rzeczpospolitej w książeczce „Dzieje niepokojów w Polsce”. Giacomo chwalił się pojedynkiem z polskim magnatem do końca swego życia. Ostatecznie osiadł w ponurym zamku w Dux w dzisiejszych Czechach, gdzie zmarł w 1798. Było to trzy lata po upadku jednego z największych Państw w ówczesnej Europie, pochowanego i zdradzonego przez cześć swoich ówczesnych elit.

***

Kolejne historie z tapczanu już wkrótce!

Zostaw swój komentarz

Google Analytics integration offered by Wordpress Google Analytics Plugin