Apoptose – Schattenmädchen

|November 30, 2009|płyty|0

apoptose-schattenmaedchen

O autorze tej płyty nie wiadomo wiele. Na pewno nie zainteresował na tyle mediów, by publikowały jego zdjęcia i masowo prosiły o wywiady. Apoptose to jednoosobowy projekt muzyka z Lipska. Wiadomo, że ma na imię Rüdiger i że dokładnie wie, co i w jaki sposób chce osiągnąć, jeśli chodzi o atmosferę swoich nagrań. Specyficzny klimat budowany przez niecodzienne połączanie próbek dźwiękowych i wypowiadanych tekstów to główny atut tego albumu.

Schattenmädchen (“Dziewczynka z cienia”) to trzeci album w dorobku Rüdigera. Poprzednie dwa były zupełnie różne. Wydany jeszcze w 2000 “Nordland” to zimna elektroniczna psychodelia, od której ciarki przechodzą po plecach, pełna niespotykanych nigdzie indziej dźwięków. Z kolei “Blutopfer” z 2002 jest w całości oparty o nagrania z festiwalu zespołów perkusyjnych, który odbywa się co roku w Calandzie w Aragonii. Można na nim usłyszeć praktycznie tylko werble w dziesiątka odmian i kojarzy się z wojskowymi marszami, nie z przestrzenią poza logicznym ludzkim poznaniem.

Wydany w 2007 najnowszy album Apoptose przypomina bardziej pierwszy, ale dodaje do atmosfery niepokoju bardziej nowoczesne akcenty, jak dźwięki kojarzące się z nowoczesnym wielkim miastem. Poza tym – inaczej niż dwie poprzednie płyty – zawiera dużo słów. Nie jest to śpiew, a recytacja, i to od razu w trzech językach: po niemiecku, japońsku i angielsku. W pierwszym języku przemawia tytułowa bohaterka płyty, czyli córka jej autora. W drugim – Kenji Siratori, pisarz science fiction, który sam nawiązał współpracę z niemieckim muzykiem i napisał dla niego tekst. Po angielsku przemawia inny znajomy autora, Amerykanin Stephen Carpenter (ale prawdopodobnie nie chodzi tu o gitarzystę Deftones, zbieżność nazwisk przypadkowa).

Co do japońskiego, nie mam podstaw by się wypowiadać, ale teksty po niemiecku i angielsku wpisują się w zakres tematyczny wyznaczany przez samą nazwę projektu. Apoptoza to zaprogramowane genetycznie “samobójstwo” komórek, które nie są potrzebne organizmowi. Temu procesowi nie podlegają tylko komórki nowotworowe, które mogą namnażać się w nieskończoność. Tekst do “Karli” to zapis przemienienia, ciężkiej choroby, pochodzący jakby z dziennika lekarza.  Podobnie jest w “Violet Silence”, w którym głos narratora opowiada o niebezpiecznych zakłóceniach genetycznych w ludzkim organizmie. Wygląda na to, że to jeden z ulubionych tematów autora muzyki, którą można zaliczyć do tzw. dark ambientu. Bardzo dobrze do klimatu Apoptose pasuje angielski przymiotnik “spooky”. Odbiorcy który nie będzie chciał zaakceptować takiego sposobu operowania dźwiękiem, taka muzyka może się ewentualnie wydać naiwna i niudana.

Poza spokojnymi utworami z niepokojącą recytacją, “Schattenmädchen” zawiera także “Ba-137m”, wypełniony brzęczeniem i tykaniem liczników Geigera. Bardzo intensywny jest także “2wei Sonnen”, przedostatni utwor na płycie, w którym słychać jakby dziesiątki nałożonych na siebie syren okrętów i zwielokrotniony chlupot fal. Cała płyta na pewno nie będzie łatwa w odbiorze słuchana w dzień, szczególnie gdy uwagę odracają inne dźwięki wokół odbiorcy. Za to w nocy, kiedy nic nie mąci ciszy, może zrobić duże wrażenie.

Już na styczeń 2010 Apoptose zapowiada premierę czwartej płyty, zatytułowanej “Bannwald”. Według jej autora, ma być znów inna niż poprzednie i zaskoczyć słuchaczy. Być może w najbliższym czasie publiczność w Polsce też będzie mogła bezpośrednio odbierać tę muzykę – jak choćby dwa lata temu podczas Industrial Festivalu we Wroclawiu.

Apoptose w MySpace.

Zostaw swój komentarz