Lou Rhodes – Bloom

|June 1, 2010|płyty|2

BloomJest ładnie i tradycyjnie: gitara, bęben, bas, fajne pierdolniki w tle. I teraz pragnę przeprosić wszystkich fanów zespołu Lamb – z którym Lou Rhodes jest utożsamiana  – dla mnie największym problemem płyty Lou Rhodes jest sama Lou Rhodes. Owszem – strasznie ładnie śpiewa – ale przy piątym utworze jest już tylko strasznie. Strasznie nudno.

Do muzyków nie można mieć słowa żalu – słuchać, że Panowie za jej plecami to nie szczypiory z przypadku. Wszyscy łoją solidnie i wyczuciem. Im dalej w płytę, tym bardziej szkoda, że nie sami.

Jeśli komuś trzęsą się kolana przy Lamb  – to będzie to płyta na podróże pociągiem w deszczowe dni. Taki powrotnik i generator kilogramowych myśli na sentymentalne i wspominkowe dni pt. „Było Minęło”. Tak, właśnie słucham szóstego utworu „Chase All My Winters Away”. Przysięgam, że to zupełny przypadek.

Powstała płyta jednego barda i muzyka, jednej wokalistki i kompozytorki. Pod tym względem porównania do Finka są uzasadnione. Co innego próby podrasowania płyty faktem, że Lou Rodes „To ta z „Ma Fleur” The Cinematic Orchestea. Owszem, to ta sama, ale w dawce dającej doznania miłe, a nie odwykowe. Jason Swinscoe wiedział,  jak wykorzystać specifikę głosu Lou Rodes, zapraszając ją do świetnego numeru – śmiem twierdzić broniącego wspomnianą płytę –  „Time and Space”.

Jej wspomnienie było – i będzie –  miłe. Co innego jej solowa płyta. Przesyt pewny, a potem jak wiadomo, głowa boli i inne złe rzeczy się dzieją. Ałł.

2 Comments do tego wpisu:

  1. Czesław pisze:

    „Ma Fleur” The Cinematic Orchestra

  2. http://Podopop.com/compoundingpharmacy81317 pisze:

    These pads can also be used to provide support to your back.
    In this type of pharmacies, doctors prepare the medicines by mixing different ingredients.
    Hormones work by binding to specialized areas of cells
    known as receptor sites.

Zostaw swój komentarz