Ekokryminał w sosie myśliwskim

|June 30, 2010|literatura|0

Przepis na ten smakołyk wydaje się być prosty: wystarczy połączyć popularny gatunek literacki z palącym społecznie wątkiem, doprawić szczyptą pastiszu i czarną wizją świata rodem z Wiliama Blake’a. Brzmi banalnie? Kuchnia literacka Olgi Tokarczuk nigdy nie jest banalna. Smacznego zatem!

Główna bohaterka – Janina Duszejko – to starsza kobieta, która przypomina jedną z tych wariatek, które karmią nocami koty. Wierzy w astrologię, analizując rzesze przypadków tworzy numerologiczne teorie. Po indiańsku nazywa rzeczy i ludzi, uważając że każdy ma swoje wewnętrzne imię, a to które nosi niekoniecznie jest z nim w zgodzie. Stara hipiska mieszka gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej, wie wszystko o sarnach, zającach, zna tajemne ścieżki starego lisa, wiemy że kiedyś żyły z nią dziewczynki – które później okazują się psami.
I ta Bogini Matka, niegdyś inżynier mostów,  po kolejnych, dziwnych morderstwach  w okolicy, wpada na dość alternatywny trop – uważa, że to zwierzęta mszczą się na kłusowniku, na policjancie, który brał udział w polowaniach i na hodowcy lisów, nastawionym tylko na zysk. Duszejko, niczym przedstawicielka holenderskiej Partii Zwierząt, staje się głosem tych istot, które przemówić nie mogą. I jak to bywa w kryminałach – zakończenie zaskakuje.

Choć Tokarczuk podkreśla w wywiadach, że nie jest to książka piętnująca myślistwo, jako jedno z przejawów fantazji człowieka na temat zabijania zwierząt, uważa jednak słusznie, że stosunek człowieka do zwierzyny zmienił się przez wieki. Ludzie od czasów prehistorycznych jedli je, ale robili to w oparach wielkiej wdzięczności, traktując po bratersku, zabijali żeby przeżyć. Później było już tylko gorzej – księża z ambony głosili, że zwierzęta stworzone zostały, tylko po to żeby nam służyć, a uczeni jeszcze w XIX wieku przekonywali, że nasi bracia mniejsi nie  czują bólu. Wpisuje się to w teorie australijskiego filozofa pochodzenia żydowskiego,  Petera Singera.

Ten radykalny dość myśliciel – guru dla obrońców praw zwierząt i wegetarian – uważa, że obok faszyzmu czy szowinizmu istnieje jeszcze gatunkowizm (zaprezentowany ponad 30 lat temu w książce Wyzwolenie Zwierząt) piętnujący istoty innego gatunku, z którymi wprawdzie żyjemy na tym samym globie, ale uważamy je za gorsze. Traktujemy je jedynie jako narzędzie do pracy albo produkt na którym można zarobić. Budujemy kolejne, sterylne rzeźnie i w tempie zaskakująco błyskawicznym przerabiamy krowy na hamburgery a kury na parówki. Wyłączając myślenie – bo chyba nikt, kto myśli nie chciałby brać udziału w tym złożonym procesie. Skala okrucieństwa jest  wysoka.

Wszystko jedno, bo jak mówi apokaliptycznie wariatka Janina Duszejko, wszyscy będziemy kiedyś niczym więcej niż tylko martwym ciałem.

Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych, Wydawnictwo Literackie,
Kraków , listopad 2009.

Aga Obrzut

Zostaw swój komentarz