Legenda wciąż żywa

|July 13, 2009|koncerty|0

Jane’s Addiction w Polsce. Nie, przecież to niemożliwe… Cuda jednak się zdarzają. Tym razem w Poznaniu.


Po energetycznym wstępie w wykonaniu Peaches nastąpiła krótka przerwa techniczna. Zespół pojawił się na scenie kilka minut przed czasem i rozpoczął od „Three Days”. Powolny początek, przyspieszenie w środku, a dalej już tylko szaleńczy popis Navarro. Od pierwszych minut można było podziwiać kunszt tego gitarzysty. Fenomenalne brzmienie, doskonała technika oraz wyczucie i umiar w dozowaniu dźwięków. Nie można zapominać o tym, że tego gitarzysty nie tylko się słucha. Sceniczne zachowania pełne są rock’n’rollowych archetypów takich jak papieros w ustach, noga postawiona na odsłuchu czy wychodzenie w kierunku widowni.
Bazą do solowych popisów Navarro była gra Averego i Perkinsa. Ten pierwszy wrócił do zespołu po 18 latach nieobecności. Efekty tego powrotu są widoczne przede wszystkim w samym repertuarze. Zabrakło jakiegokolwiek reprezentanta z płyty „Strays”. Dochodzi za to uczucie obcowania z autentykiem. To w końcu ten skład uznawany jest za klasyczny.


Dopełnieniem muzyki był głos Perrego Farrella, dla którego scena jest wymarzonym miejscem. To urodzony szołmen z duszą natchnionego artysty. Jego wysoki głos to, obok brzmienia gitary, najbardziej charakterystyczny element stylu tego zespołu. Cały występ biegał po scenie, skakał, kokietował publiczność oraz popijał wino z butelki. Wydawać by się mogło, że po przekroczeniu granicy 50 lat nadal ma w sobie niespożyte pokłady energii. We wszystkich jego ruchach czuć było naturalność i swobodę.

Na repertuar składały się utwory z pierwszych trzech płyt. Panowie zaprezentowali esencjonalny wybór, który pozwalał na prezentacje potężnych, wręcz metalowych kompozycji („Whores”, „Mountain Song”), jak i tych delikatniejszych i spokojniejszych („Then She Did…”). Podstawowy set skończył się po ledwie 50 minutach. Kilka chwil przerwy i powrót podczas którego zagrali energetyczny „Stop!”, psychodeliczny “Summertime Rolls” oraz akustyczny “Jane Says”. Drugiego bisu nie było. I chyba nawet dobrze się stało. Publika opuszczała plac poznańskich targów nienasycona, podekscytowana. Farrell mówił, że wrócą. Mam nadzieję, że tak. I koniecznie z premierowym repertuarem.

Tekst – Bartosz Leśniewski

Zdjęcia – Basia Budniak

Zostaw swój komentarz