Japoto – Japoto

|October 21, 2011|muzyka, płyty|0

Japoto

Ja po to poszedłem do sklepu. Nie żałuje.

Trochę taki nowy-stary ten krążek. Nie tylko dla tych, którzy słyszeli dokonania zespołu parę lat temu. Również dla tych, którzy Japoto słyszą po raz pierwszy rozwarstwienie stylowe materiału będzie odczuwalne. Znalazły się na nim bowiem dokonania Wrocławian zarówno paroletnie, jak i najnowsze.

Wspólnym mianownikiem dla krążka jest wokalista Krzysztof Zalewki, najbardziej rozpoznawalny z muzyków Japoto, za sprawą udziału w programie Idol i medialnej wrzawy towarzyszącej jego wystąpieniom. Zamieszanie zrozumiałem to po przesłuchaniu materiału – faktycznie Zalewski to nie przypadek.

Dzięki jego wokalowi album jest spójny i nie pozbawiony bardzo dobrych momentów. Miejscami może za słodko, może zbyt poprawnie, wręcz zbyt fajnie. Całość jednak broni się i szybko odskakuje od schematów  – Tomasz Leś (jeden z zdolniejszych gitarzystów na scenie nu-jazzowej, odsyłam tu do jego 100-nki), sprawna sekcja, dobre wstawki elektroniki, ciekawi goście na płycie – mamy tort wieloowocowy, ale na solidnym cieście.

Na uwagę zasługuje numer, gdzie mamy konglomerat Zalewskiego i Budynia z Pogodno. “It’s time”, to ciekawa współpraca nie tylko Zalewskiego i Szymkiewicza, ale dowód na to, że wprowadzając polskie fragmenty tekstu do angielskiej narracji nie uszkadzamy niczym kawałka.

Ina sprawa, że w utworze “Euforia”, udział wokalisty Pogodno jest dość dyskusyjny. Po parokrotnym przesłuchaniu, kawałek zwyczajnie drażni i jest na granicy naiwności.

Po drugiej stronie rzeki znajduje się natomiast utwór „Splendid Evening”, który pierwotnie śpiewany w naszym rodzimym narzeczu – sporo moim zdaniem stracił w wersji angielskiej. No i te ćwierkające ptaki – dobrze, że na gorszym sprzęcie audio – giną w tle. Nie mniej – jest, że tak powiem – fajnie w ogóle. Miłego słuchania.

Komentarze do tego wpisu są wyłączone.