Indigo Tree - Blanik
Maciej Pietrzyk|styczeń 19, 2011|płyty|
Miniony rok 2010 był dobry dla polskiej muzyki. Między innymi dzięki tej płycie. czytaj dalej »
Maciej Pietrzyk|styczeń 19, 2011|płyty|
Miniony rok 2010 był dobry dla polskiej muzyki. Między innymi dzięki tej płycie. czytaj dalej »
Maciej Pietrzyk|październik 1, 2010|płyty|
Biorąc pod uwagę wysoki poziom mierności jaki zgromadził się wokół gatunku pop, kojarzenie go z płytą „Man Alive” jest przysłowiowym rzuceniem perełki między wieprze. Chodź z drugiej strony myśląc o tym albumie pcha mi się do głowy cytat z Fisza: “Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop”
Maciej Pietrzyk|lipiec 17, 2010|płyty|
W muzyce We Call It A Sound jest pierwiastek nie dający się podrobić. To osobliwa mieszanka intrygującego ponuractwa i magnetycznego zrezygnowania. Może jest tu trochę oczywistego, młodzieńczego odkrycia, że reszta świata Cie nie rozumie. Jednak czwórce młodziaków z Wolsztyna nie sposób odmówić odpowiedzenia tego wszystkiego poprzez szokująco dojrzałą muzykę. czytaj dalej »
Maciej Pietrzyk|czerwiec 1, 2010|płyty|
Jest ładnie i tradycyjnie: gitara, bęben, bas, fajne pierdolniki w tle. I teraz pragnę przeprosić wszystkich fanów zespołu Lamb - z którym Lou Rhodes jest utożsamiana - dla mnie największym problemem płyty Lou Rhodes jest sama Lou Rhodes. Owszem - strasznie ładnie śpiewa - ale przy piątym utworze jest już tylko strasznie. Strasznie nudno. czytaj dalej »
Maciej Pietrzyk|kwiecień 7, 2010|płyty|
Nie jest wymagający, nie domaga się hipnotycznej uwagi. Nie ma czterech łap, ale 47 minut. Zdobi go zdanie oznajmujące, że miłość jest w nas. Nie chce win, skrętów, czy siedzenia ze sobą sam na sam w pokoju. Że swędzenie kciuka aby dalej? Zapomnij - album „There is a love in you” wsiąknie w Ciebie, jak woda w gąbkę ani się nie obejrzysz będziesz go słuchał po raz kolejny.
Maciej Pietrzyk|grudzień 16, 2009|płyty|
Ja bym zmienił nazwę. Na przykład: Królowie Cnót. Erlend Øye wykazuje się godną podziwu pracowitością nagrywając w jednym roku dwie dobre płyty. Jedną ze swoim groźnie jak na Berlin brzmiącym: The Whitest Boy Alive. Drugą ze starym koleżką poznanym w wieku pierwszych rozkmin: Eirikiem Bøe. O dalszych cnotach niżej. czytaj dalej »
Michał Smolicki|styczeń 8, 2009|płyty|

Les Savy Fav (wym. lay-sah-vee-fahv) na mapie amerykańskiego indie-rocka leży mniej więcej w połowie trasy pomiędzy At The Drive-In a Fugazi, tuż obok nieco zapomnianego Dismemberment Plan. Wypełnia więc panoramę na bardzo trudnym i niewdzięcznym odcinku. Używając słowa ‘wypełnia’ sugeruję, iż czyni to z powodzeniem.