Mao II po polsku

|February 28, 2010|literatura|0

MAO II - Don DeLillo

Wydawnictwo Noir Sur Blanc konsekwentnie wydaje powieści Dona DeLilllo, jednego z najbardziej szanowanych amerykańskich pisarzy poprzedniego i poprzedniego wieku. W lutym wypuściło na rynek “Mao II”, która w 1991 umocniła pozycję tego autora po “Białym szumie”. Dziewiętnaście lat minęło od publikacji, ale w dużej mierze ta książka opisuje procesy, które nadal mają miejsce. Częściowo także takie, które na swojej drodze spotka mieszkaniec dwudziestego, dwudziestego pierwszego i dwudziestego drugiego wieku.

DeLillo, który w listopadzie skończy 74 lata, wymieniany jest w jednym rzędzie z Thomasem Pynchonem, Cormackiem McCarthym i Phillipem Rothem, jako powieściopisarz, który w wielkim stopniu wpłynął nie tylko na amerykańską literaturę, ale także inne dziedziny sztuki czy kultury masowej. Jeśli od lat 70. w światowej powieści króluje postmodernizm, to w USA ten syn włoskich imigrantów był jedną z jego głównych twarzy – traktując jego założenia wybiórczo, jako środek do osiągnięcia własnych celów. Mimo eksperymentów formalnych, cel pisarstwa DeLillo wydaje się być klasyczny – portretowanie czasów, ludzi, wydarzeń.

Mao II” to powieść, w której centrum stoi komunikacja masowa. Jej bohaterem są tłumy, które z jednej strony pojawiają się na ekranach telewizorów, z drugiej – konsumują obrazy. Po obejrzeniu relacji z dziesięciu trzęsień ziemi, powodzi, wojen, kolejne są już takie same. Nad ich urozmaiceniem pracują w pocie czoła ludzie mediów, ale coraz trudniej skierować im uwagę widzów na swój produkt. Znacznie skuteczniej robią to terroryści, którzy cynicznie wykorzystują morderstwa do przyciągnięcia uwagi świata i zaistnienie – choćby na chwilę – by przekazać swój komunikat. Ludzie produkują, konsumują, umierają – ale zawsze jako jednorodna masa. Anonimowe tysiące ludzi widać w relacji z tragedii na stadionie Sheffield Wednesday, pogrzebu porewolucyjnego przywódcy Iranu, rozpędzenia demonstrantów na placu Tiananmen. Trudno o inne skojarzenie niż Europą lat 30., w której masy pod wodzą uosabiających ich wolę liderów zmierzały w stronę wojny.

Koniec XX wieku ma także indywidualnych bohaterów, na przykładzie których DeLillo opowiada o problemach ludzi, którzy chcą być twórczy – lub po prostu przeżyć swoje życie. Centralna postać to Bill Gray, który po wydaniu dwóch znakomicie przyjętych powieści, nie może się zdecydować na wydanie kolejnej. Książka jest gotowa od dwóch lat, ale odizolowany od świata (jak Pynchon albo Sallinger) pisarz obsesyjnie wciąż ją przerabia. Wyniszcza go strach przed utratą statusu literackiej legendy, jest rozczarowany i zagubiony w poszukiwaniu celu dalszej pracy. Nie utrzymuje kontaktów ze swoim wydawcą, byłą żoną, córką. Żyje dzięki pomocy mieszkającej z nim pary outsiderów: sekretarza Scotta, który ma za sobą uzależnienie od narkotyków i jego dziewczyny Karen, która nie chce mówić o swojej przeszłości w Kościele Zjednoczeniowym Sun Myung Moona.

Ostatnim z głównych bohaterów jest Brita, która przyjeżdża pewnego dnia, by zrobić Billowi pierwsze od czasu jego ucieczki zdjęcia. W połączeniu z innymi wydarzeniami, jest to punkt zwrotny w życiu pisarza i wyciąga go z jego kryjówki do Nowego Jorku, Londynu i jeszcze dalej. Oba miasta stają się zresztą po części także bohaterami książki, w której akcja opowiadana jest z perspektywy trzeciej osoby, która wie o czym myślą postaci, zna ich przeszłość.

Ogromne wrażenie robi przemyślana od podstaw struktura powieści, której genezą był zapewne w pełni rozrysowany diagram rozwoju akcji, roli poszczególnych bohaterów. Każde słowo na każdej stronie ma swoje uzasadnione miejsce i nie zmienia tego przekład Krzysztofa Obłuckiego. Nieodparcie nasuwa się wrażenie, że choć postaci są obdarzone życiorysami, sposobem myślenia i mówienia, są tylko personifikacjami, stworzonymi przez autora by zilustrować jego poglądy na amerykańską cywilizację. Podobnie jak w wydaniu McCarthy’ego, nie jest to obraz optymistyczny. Język, sposób narracji, myśli i działania – wszystko to służy DeLillo budowie własnej wizji świata. Nie ma tu jednak dosłownych komentarzy, objaśnień. Pisarz pod tym względem jest niemy, zostawia fakty do interpretacji czytelnika.

Niecały miesiąc temu w USA wydano szesnastą powieść DeLillo o tytule “Point Omega”. W Noir Sur Blanc czeka na wydanie jeszcze kilka jego starszych dzieł, ale być może już wkrótce zobaczymy i to w polskim tłumaczeniu. Okazją może być choćby… literacka nagroda Nobla.

Zostaw swój komentarz