Porticio Quartet - Knee-deep in the North Sea
Maciej Pietrzyk|wrzesień 30, 2009|płyty|
Zazwyczaj, gdy słyszę nazwę zespołu składającą się z rzeczownika bądź przymiotnika zwieńczonego określeniem quartet bądź quintet, reaguję alergicznie. Oczywiście - bywają wyjątki, ale przeważnie takie zestawienie w nazwie gwarantuje, że ktoś komuś po raz setny chce zrobić dobrze.
Są młodzi i chyba dzięki temu całkowicie wolni od tego, co w jazzie nazywa się hubką akademicką. Ta młodość objawia się także w zaskakującym instrumentarium. Dwójka z czterech muzyków gra na instrumencie, który został wymyślony zaledwie parę lat temu. Jego nazwa, hang, nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia. Mniejsza o nazwę, dźwięki, jakie generuje hang oraz prostota ich wydobywania jest zaskakująca. Słuchając Particio Quartet byłem pewien, że ktoś ma oryginalnie brzmiące wibrafony. Niezwykła barwa, jaką generuje hang, wpływa na całość brzmienia płyty - pełnej przestrzeni, subtelności, kolorów i dobrej energii.
To jedna z tych płyt, która - po nakarmieniu nią odtwarzacza - zostaje tam na długi czas. Po pierwszych dwóch dniach słuchania przypomniałem sobie świetny tekst znajdujący się na murze okalającym jeden z krakowskich kościołów - „nie bolą was kolana?”














grudzień 26th, 2009 at 11:34 przed południem
[…] prostoty i dobrego jazzowego pazura. Więcej o ich muzyce, oraz jednej z płyt pisałem tutaj. Poniżej fragment jednej z nowszych kompozycji oraz powód dlaczego omijając ten gig zostaniesz […]
styczeń 16th, 2010 at 1:22 po południu
[…] in the North Seaa” . Jest to o tyle imponujące, że ta ostatnia o czym pisałem tutaj do rzeczy przypadkowych nie […]